Granice

Granice nas określają. Określają, co jest mną, a co już mną nie jest. Pokazują, gdzie kończę się ja, a zaczyna ktoś inny. Budują poczucie własnej wartości i odpowiedzialności w odniesieniu do samego siebie.Granice w kontaktach między rodzicami a dziećmi mają dwojakie znaczenie.

Po pierwsze, dziecko musi stworzyć i poczuć własne granice, a następnie wzrastać w atmosferze ich uznania i poszanowania. Warto pamiętać o tym, że dziecko – tak jak każdy dorosły człowiek – ma prawo do swojej prywatności, a więc do własnych

  1. Myśli
  2. Uczuć
  3. Rzeczy
  4. Przestrzeni
  5. Ciała.

Co oznacza w codziennym życiu każde z tych praw?,

Spróbujmy sobie krótko odpowiedzieć na to pytanie.

Dziecko ma prawo do własnych myśli. Może mieć i wyrażać swoje zdanie, nawet, jeśli jest różne od Twojego. Sposób, w jaki przyjmiesz jego opinie i poglądy, będzie dla niego wzorem dla przyszłych kontaktów z ludźmi. Jeżeli wyszydzisz i wyśmiejesz, dziecko przestanie szukać z Tobą kontaktu, a kiedy dorośnie, przekaże innym otrzymane od Ciebie szyderstwo. Jeśli okażesz zainteresowanie i szacunek, zajmiesz własne stanowisko i zachęcisz do dialogu, to będziesz budować w dziecku zdolność do twórczych i głębokich kontaktów z innymi.

Prawo do własnych uczuć oznacza zaakceptowanie faktu, że świat emocji drugiej osoby może się różnić od naszego. Kiedy umiera ukochany chomik, dla nas jest to być może błahostka, ale dziecko ma prawo odczuwać wielki ból i żal. I znów jest tak, że okazanie zrozumienia – przekazany słowem, gestem, wyrazem twarzy komunikat „Widzę, co czujesz, rozumiem, jestem z Tobą” – daje dziecku poczucie bezpieczeństwa i bycia akceptowanym, czyli zaspokaja jego podstawowe potrzeby człowieka. Warto pamiętać, że nie ma uczuć „złych” i „dobrych”. Każde uczucie jest naturalne, stanowi sygnał związany z otaczającym nas światem (np. strach sygnalizuje niebezpieczeństwo). Pewne emocje odczuwamy jako przyjemne, inne jako nieprzyjemne – ale naprawdę groźne mogą być tylko sposoby odreagowywania tych „trudnych” uczuć – np. przez stosowanie przemocy.

Prawo do posiadania własnych rzeczy i przestrzeni wymaga od nas – rodziców uznania, że dziecko potrzebuje mieć w swoim otoczeniu taki „kawałek”, który będzie mogło samo kształtować. Im mniejsze dziecko, tym mniejszego potrzebuje „królestwa” – bo jego możliwości „królowania” są w naturalny sposób ograniczone. Nie zmuszaj dwulatka, walczącego zaciekle o „swoje” zabawki, by z ochotą się nimi dzielił z innymi dziećmi. Wyrywanie ukochanego samochodzika nie przyniesie tu pożądanego efektu. Wprowadzając dziecko powoli w świat norm społecznych, pozwól mu zadecydować, które zabawki chce na czas wizyty kolegi schować do szafy, a którymi wspaniałomyślnie da mu się pobawić – i niech ten altruizm spotka się z Twoim najwyższym uznaniem. Szanuj dziecięce sekrety – pudełka ze skarbami, pamiętniki, listy. Pozwól choć częściowo, chociaż czasem – decydować o tym, jakiego koloru kurtkę mu kupisz, jak ustawi zabawki na półce. „Zarządzanie” takim małym wycinkiem rzeczywistości pozwoli mu się w przyszłości odnaleźć w skomplikowanym świecie dorosłych. Poczucie, że ma na coś wpływ, że jego własność jest szanowana pozwoli mu szanować innych i uniknąć napięcia związanego z potrzebą nadmiernej kontroli.

Twoje dziecko ma prawo do własnego ciała. Naucz je szanować swoje ciało i cieszyć się nim. Pokaż, że z dbania o ciało można czerpać radość. Staraj się myć i pielęgnować dziecko z czułością i delikatnością. Dostarczaj mu różnych bodźców dotykowych – przytulajcie się, łaskoczcie, masujcie, głaszczcie, ale też bawcie w siłowanie i przepychanki. Doceniaj wszystkie części ciała Twojego dziecka – żadne nie są złe czy wyklęte. Kiedy zapyta, tłumacz mu ich funkcje, różnice związane z płcią. Pamiętaj zawsze o tym, że dziecko ma prawo decydować, na jaką ilość kontaktu fizycznego się zgadza. Uszanuj pojawiający się wstyd – jest to mechanizm ochraniający intymność. Mów swojemu dziecku o złym dotyku, o tym jak może bronić się przed naruszeniem granic intymności.

Pamiętając o prawach dziecka do własnych myśli, uczuć, rzeczy, przestrzeni i ciała i respektując te prawa nauczysz dziecko wytyczania i obrony własnych granic. Jest to umiejętność niezbędna do funkcjonowania wśród ludzi. Ale ma ona też drugą stronę, bez której nie istnieje – poszanowanie granic drugiego człowieka.

I tu znowu rodzice są pierwszymi i najważniejszymi nauczycielami.<./p>

Dziecko przez ok. trzy miesiące po narodzeniu pozostaje w symbiotycznym związku z matką. Oznacza to, że dziecko bez matki nie jest w stanie istnieć, nie umie bowiem zaspokoić swoich podstawowych potrzeb. Wraz z rozwojem dziecka symbiotyczna relacja rozluźnia się, dziecko oddala się od matki. Pojawia się tzw. faza przekory. Jest to czas, w który dziecko zaczyna kształtować swoje JA. Aby mogło przejść ten proces – oddzielenia się od matki i stania się oddzielną osobą – potrzebuje napotykać opór wobec swoich roszczeń i sprzeciwu. Kiedy, jako matka, podążasz bezwolnie za każdym przekornym „nie” dziecka, pozbawiasz go możliwości poczucia, gdzie kończę się ja, a zaczyna drugi człowiek. Gdzie kończą się moje prawa, chęci, możliwości – a zaczynają prawa, chęci, możliwości drugiej osoby. Dziecko, które tego nie zazna, czuje się zagubione, traci poczucie bezpieczeństwa. To tak, jakby skacząc z wysokiego murku oczekiwało, że trafi w ramiona taty, a spadło na beton. Widząc, że rodzic nie stawia oporu – nie chroni swoich granic – dziecko przejmuje kontrolę nad sytuacją. Manipulacjami zaczyna „organizować” otoczenie według własnego pomysłu. Klasycznym przykładem jest tu atak histerii, gdy mama w supermarkecie nie kupi ulubionej zabawki. Żeby uniknąć żenującej sceny, mama „poddaje się” i kupuje upragnioną rzecz. Sposób jest skuteczny, więc będzie użyty ponownie. Problem jednak – oprócz zmęczenia otoczenia – polega także na tym, że dzieciom, które nie czują żadnych ograniczeń, towarzyszy lęk, napięcie, ogromna potrzeba kontroli i wściekłość na dorosłych, którzy sobie nie poradzili.

Nadmierna pobłażliwość nie służy więc dzieciom. One potrzebują i oczekują od Ciebie jasnych reguł i konsekwencji w ich przestrzeganiu. Nie muszą mieć wszystkiego, o co poproszą – i na ogół wiedzą o tym, formułując prośby. Rozumieją rzeczowe argumenty, ale są też w stanie zrozumieć gdy mówimy po prostu „Nie chcę, byś ruszał moje książki”. Dzieci oczekują, że postawimy im granice, że nie dopuścimy do sytuacji, w której zrobią sobie i innym krzywdę. I one naprawdę doskonale wyczuwają, kiedy za ograniczeniami kryje się nasza wrogość i odrzucenie, a kiedy wynikają one z troski, miłości i dbałości o ich bezpieczeństwo.

Ważna jest tu więc szczerość wobec samego siebie: dlaczego OGRANICZAM moje dziecko? Czy robię to, bo chcę pokazać mu GRANICE – jego i innych, czy dlatego, że mnie denerwuje, albo bardzo się o nie boję i nie chcę go „wypuścić” poza SWOJE GRANICE, nie chcę, by przestało być malutkim dzidziusiem? Tylko czyste intencje dadzą oczekiwany efekt.

Istotą wyznaczania granic jest konsekwencja. Oznacza ona z jednej strony trwanie przy pewnych zasadach, z drugiej zaś – określone następstwa ich łamania.

Jeśli chodzi o pierwszy wymiar konsekwencji – przestrzeganie zasad, rodzice powinni mieć jasność, w jakich kwestiach warto być nieugiętym – i ważne jest, by w tych zasadniczych sprawach mówili jednym głosem. Warto więc przedyskutować, DO CZEGO wychowujemy dzieci i przyjąć wspólne stanowisko. Jeżeli rodzice będą do czegoś szczerze przekonani, łatwiej im to będzie egzekwować w kontakcie z dziećmi. Zakazy i nakazy uczą dzieci, jak żyć. Gdy ich brak, powstaje zamieszanie, ale kiedy są zbyt sztywne i surowe, dziecko staje się buntownicze lub zalęknione. Zasady dotyczące życia rodzinnego warto też co jakiś czas weryfikować, uwzględniając zachodzące zmiany – choćby tę najbardziej oczywistą, że dzieci dorastają. Uczenie przestrzegania zasad warto opierać na umowach, zawieranych z dzieckiem.

Łamanie umowy pociąga za sobą pewne następstwa, które stanowią właśnie drugi wymiar „bycia konsekwentnym rodzicem”. Nie chodzi tutaj o tresurę metodą „kija i marchewki”, ale o uczciwy układ, na który się z dzieckiem umawiamy. Ważne jest, by kara była związana w jakiś sposób z przewinieniem – np. „Mimo próśb nie posprzątałeś swoich klocków LEGO, dlatego teraz chowam je na 3 dni”. Nie stosujmy kar pod wpływem emocji i nie naruszajmy godności dziecka. Idealna interwencja przebiega według zasady „5 S”: jest szybka, spokojna, skuteczna, sprawiedliwa i sympatyczna. Komunikatom słownym może towarzyszyć gest, ruch, np. wyniesienie dziecka z pokoju, gdzie rozrabia, przytrzymanie, gdy zamierza wejść w niebezpieczne miejsce.

Kary cielesne są nie do przyjęcia. Są one zawsze wynikiem naszej – dorosłych – bezradności i jeśli czegoś uczą, to jedynie tego, że przemoc jest czymś „normalnym”. Efekt posłuszeństwa, jaki być może czasem udaje się uzyskać, stosując przemoc wobec dziecka, wynika z przeżywanego przez nie strachu, a nie z umiejętności odróżnienia dobra od zła czy uznania autorytetu dorosłego. Pamiętajmy jednak, że ranią nie tylko razy wymierzane ręką. Często równie – a może nawet bardziej bolesne są słowa. Słowa, w których odbieramy dziecku naszą miłość i akceptację, poniżamy je i obrażamy. One zawsze są karą niewspółmierną do tego, czym dziecko zawiniło. Wywołane tymi słowami uczucia – żal, gniew, samotność – pozostaną w dziecku na zawsze.

Na koniec przyjrzyjmy się wspólnie, w jaki sposób „jakość” naszych prywatnych granic wpływa na relacje z innymi ludźmi.

Może jest tak, że posiadasz nienaruszony system granic. Jest on elastyczny, świadomie ustaliłaś w nim „przejścia”. Tak ukształtowane granice sprawiają, że świadomie przeżywasz swoje związki i bliskość, że odczuwasz satysfakcję z bycia z ludźmi, masz poczucie bezpieczeństwa. Naturalne jest dla Ciebie respektowanie cudzych granic i umiejętność obrony swoich poprzez mówienie „nie”.

Ale bywa też tak, że mamy do czynienia z brakiem granic. Powoduje to, że pojawiają się kłopoty w kontaktach z ludźmi, tendencje do bycia agresorem – osobą przekraczającą granice innych – lub ofiarą cudzej agresji. Osobie „bez granic” towarzyszy poczucie zagrożenia. Nie umie ona też mówić „nie”, walcząc o swoje prawa.

Innym z kolei stanem jest uszkodzony system granic. Poczucie bezpieczeństwa jest w tym przypadku niepełne, trudno też respektować granice innych, co powoduje częste konflikty. Z asertywnością bywa tu różnie, ogólnie można ten stan określić jako rozchwianie.

Natomiast w wyniku doznanych w dzieciństwie zranień, którym towarzyszy silna złość lub lęk, mogą powstać zamiast granic – mury. Osoba skryta „za murami” ma poczucie izolacji, nie umie przeżywać intymnych relacji, mówi „nie” zawsze, by uniknąć kolejnych przykrych przeżyć.

To w dużej mierze od Ciebie zależy, jakie granice wyznaczy dla siebie Twoje dziecko.

To warto przeczytać:

  1. A. Faber, E. Mazlish, „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły”.
  2. J.Prekop, „Mały tyran”.
  3. D. Chapman Weston, M. Weston, „Co dzień mądrzejsze. 365 gier i zabaw kształtujących charakter, wrażliwość i inteligencję emocjonalną dziecka”.
  4. J. Woititz, „Wymarzone dzieciństwo”.